W „Ellen Babić” międzyludzka katastrofa ujawnia się w półsłówkach czy w paplaninie banalnego small talku. Piotr Biedroń wszystkie te skrawki i półcienie skrupulatnie zbiera, przepisując je w czasoprzestrzeń biało-niebieskiego, kameralnego salonu / labiryntu. Jego półtoragodzinne przedstawienie to precyzyjnie wyreżyserowana opowieść, która zostawia nas z dyskomfortem osłupienia: tu się przecież nic nie stało. A zarazem przecież – wydarzyło się wszystko.
Anna Jazgarska, Dwutygodnik
Są takie spektakle, które zachwycają rozmachem inscenizacyjnym, wspaniałą scenografią czy pomysłami reżyserskimi. Ale są też takie, w których hegemoniczną rolę odgrywa tekst. Tekst podawany, ma się rozumieć, przez aktorów – najlepiej utalentowanych. Ellen Babić w Teatrze Nowym w Poznaniu jest właśnie tym drugim przypadkiem. To przedstawienie, w którym scenografia, muzyka czy projekcje wideo grają rolę drugorzędną, bo porywa nas całkowicie słowo, brawurowo podawane przez trójkę aktorską w składzie: Weronika Asińska, Marta Herman i Sebastian Grek.
Mike Urbaniak, Dynks
„Ellen Babić” to traktat o szczerości, intymności, przekraczaniu granic i o tym, że każdy z nas może mieć je położone w innym miejscu. Co się stanie, kiedy je przekroczymy? Wyobraźcie sobie kieliszek, z którego nikt nie pije – dokładnie jak w trakcie tego spektaklu. Kieliszek, do którego jednak cały czas ktoś dolewa czerwonego wina, a to w końcu się rozlewa. A potem ktoś w nie wdeptuje i idąc dalej, pozostawia za sobą ślady…
Monika Nawrocka-Leśnik, kulturapoznan.pl