„Choć rzecz jest oparta na prawdziwym życiorysie aktora, to jednak twórcy postawili w tym one-man-show bardzo wyraźne akcenty, tworząc właściwie moralitet – opowieść o pamięci, o sensie i istocie aktorstwa, ale przede wszystkim – o wyborach w czasach, kiedy każdy wybór był złem (…) [spektakl] jest pewnego rodzaju hołdem złożonym talentowi tego wybitnego aktora, jest również popisem możliwości Dawida Dziarkowskiego, który w Dymszę się na kameralnej scenie Komedii wciela, korzystając nie tylko ze zdumiewającego fizycznego podobieństwa ze swoim bohaterem, ale i własnej vis comica”
Rafał Turowski, rafalturow.ski
„Monodram Wojciecha Ogrodzińskiego nie trzyma się linearnej formy opowieści, to raczej mozaika wspomnień i refleksji, przeplatanych odtwarzanymi przez aktora z niebywałym talentem i taktem sławnymi numerami Dodka, którymi podbijał serca widzów – jego witzami, stepowaniem, chwackim pogwizdywaniem i naśladowaniem rozmaitych dźwięków, a także piosenkami. Scena wędkowania, kiedy Dziarkowski sugestywnie jak urodzony mim opowiada gestami swoją przygodę nad wodą wraz z przebieraniem się w stosowny strój (tylko sugerowany gestem i ruchem) i odgłosami przyrody, budzi niekłamany podziw. Kiedy się oglądało Dymszę w kinie, widać było, jak go ponosi energia. Można się było spodziewać, że wyskoczy z ekranu. Dziarkowski ukazuje ten żywioł – stepując krzesze niemal iskry – ale to żywioł pod kontrolą, wspierany przez reżyserkę nienatrętnie dozowanymi efektami filmowymi i światłem (…) Monodram Dziarkowskiego to nie tylko nostalgiczne przypomnienie wybitnego komika, zasługującego na pamięć, ale dające do myślenia przedstawienie o losie artysty, o niebezpieczeństwach dokonywanych wyborów, o łatwych i powierzchownych osądach i o pstrokatej sławie, która łatwo może zmienić się w niesławę”
Tomasz Miłowski, AICT
„Dawid Dziarkowski przygląda się postaci Dymszy całym sobą wykorzystując zarówno fizyczne podobieństwo, wrodzoną vis comica, jak i pełen wachlarz aktorskich umiejętności oraz żelazną kondycję na scenie. Fantastycznie kopiuje żywiołowość Dodka, ze swadą imituje przedwojenną wymowę, wykonuje ku uciesze gawiedzi słynne nożyce, stepuje w szalonym tempie nawet na siedząco, bawi się gestem i mimiką, wspaniale oddaje pantomimą scenę wędkowania naśladując dzikie ptactwo przeciągłymi gwizdami, zagaduje i wciąga w dialogi publikę, skupia uwagę bawiąc jak za starych, dobrych czasów w Galerii Luxenburga. Ale potrafi też wzruszyć, zawiesić w powietrzu poważne pytanie, wprawić w zadumę nad doświadczeniami życia, z przedwojenną niemal klasą i wyczuciem. Za chwilę niczym pełen charyzmy bohater monodramu „tu zakręci rączką, tam pomacha nóżką, strzeli jakiś grymasik”, by rozładować napięcie i przywrócić uśmiech. W końcu Dodek to „na smutki środek”. A Dziarkowski, zgodnie ze swym marzeniem, stanął z nim ramię w ramię na scenie. I nie w żadnej rólce-bidulce, tylko w swoistym hołdzie dla wielkiego talentu zmarłego równe pięćdziesiąt lat temu aktora, na którego i dziś waliłyby tłumy”
Marek Zajdler, Nasz Teatr