Sztuki Joanny Szczepkowskiej zawsze takie były – i pod tym względem nic się nie zmieniło – mają warstwy. Zewnętrzna, komediowa, jest najoczywistsza. Ale pod nią kryje się więcej. Ujmujące jest, jak wspaniałą obserwatorką świata jest Pani Joanna. Jeśli decyduje się pisać o nim, to zawsze znak, że coś ją w tym świecie smuci, coś uwiera, coś wymaga rozmowy. To, jak doskonale pisze, a potem reżyseruje i gra, sprawia, że rozumiejąc jej intencje, łapiemy się na tym, że po dwóch godzinach bitwy postaw, konfliktu poglądów i słów bijących jak noże czujemy, że jako autorka nikogo nie obraziła. Co najwyżej, poetycko uwypuklając pewne zjawiska, uczy, że w każdej sytuacji możemy zrozumieć drugiego człowieka. Zabawne, prawda? Ta, którą nazywają czasem naczelną skandalistką polskiego teatru, ma odwagę budować mosty relacji międzyludzkich. Robi to z wyczuciem, wrażliwością i pokorą. Słowa, którymi maluje piękne obrazy, mając moc łączenia nawet gdy dotykają spraw, wydawałoby się, zgoła odmiennych. Wielka rzecz.
Chochlik kulturalny, https://chochlikkulturalny.blogspot.com/2024/12/separatka-czyli-o-tym-jak-dostrzec.html
Mamy oto szpital, w jednoosobowym pokoju (nie wiadomo dlaczego zwanym separatką), z telewizorem – co ważne, na jednym łóżku leżą, a raczej siedzą, dwie pacjentki, z których każda uważa, że miejsce należy się właśnie jej. Władny rozstrzygnąć tę krępującą sytuację lekarz jest poza zasięgiem, a pielęgniarka zupełnie nie poczuwa się do roli Katona, więc nasze bohaterki muszą załatwić tę sprawę między sobą. Nie będzie to łatwe.
Pomysł na spektakl wydał się prosty – skazać na siebie dwie osoby o skrajnie przeciwstawnych poglądach i – samo się będzie działo. Niby trochę tak jest, ale w przypadku tego tekstu cały smak i urok ukryty jest nie w pyskówkach, bez których przecież w Polsce się nie obędzie, ale – w niuansach i półcieniach, i – w diablo inteligentnej historii, w której każdy szczegół ma znaczenie.
Oraz – w bardzo wyważonym aktorstwie, bo przerysowanie szczególnie postaci Aliny (Dorota Landowska), ale i Marty (Joanna Szczepkowska), choć bardzo kuszące, sprowadziłoby ten spektakl do roli właściwie stand-upu, gdy tymczasem oglądamy rzecz dużo głębszą, to owszem – momentami niesłychanie zabawna, ale i bardzo jednocześnie gorzka refleksja nad – cóż – naszymi polskimi sprawami.
Rafał Turowski, https://www.rafalturow.ski/teatr/teatr-polski-w-warszawie
Czy można zmieścić Polskę w jednym łóżku? Udało się to Joannie Szczepkowskiej jako autorce i reżyserce „Separatki”, którą z powodzeniem wystawia na małej scenie warszawski Teatr Polski. W jej sztuce dwie pacjentki otrzymały przydział na jedno łóżko szpitalne.
Pomysł z pozoru paradoksalny, ale bardzo życiowy. Prawie każdemu zdarzyło się otrzymać podwójne bilety do teatru czy kina. Tyle tylko, że w takiej sytuacji zazwyczaj panie bileterki spieszą z pomocą i znajdują rozwiązanie. W szpitalu Szczepkowskiej – jest inaczej. Personel umył ręce wobec tej pomyłki, zostawiając pacjentki samym sobie z ich kłopotem i innymi zmartwieniami. Pielęgniarka zaleciła czekać i okazać cierpliwości. Po czym znikła bez śladu.
Nietrudno się domyślić, dlaczego tak się stało. W przeciwnym razie zamysł zderzenia dwóch baniek na jednym łóżku musiałby się obrócić wniwecz. Wspomniane bowiem pacjentki, obie skierowane do szpitala w celu podjęcia ostatecznej decyzji o potrzebie (lub nie) niezwłocznej operacji piersi, już choćby z tego powodu są podminowane. A do tego dochodzi jeszcze ten niefortunny przydział do separatki na jedno łóżko.
Nic dziwnego, że w tej konfliktowej sytuacji musi dojść do starcia. Co więcej, jedna z nich, Marta to niegdysiejsza działaczka o rodowodzie podziemno-opozycyjnym nieco odklejona od rzeczywistości (Joanna Szczepkowska), a druga, Alina to wojująca zwolenniczka skrajnej prawicy (Dorota Landowska). Pierwsza pracuje nad doktoratem, demonstracyjnie lekceważy wygląd zewnętrzny, okupując skraj łóżka w wyciągniętym swetrze. Druga wyfiokowana, w wyprasowanym szlafroczku i sztywnej peruce dba o wystudiowane maniery (do czasu), władczo zasiada na drugiej połowie łóżka, utrzymując kontakt ze światem za pomocą komórki. Niestety opozycjonistka nie ma takiej możliwości, bo komórkę zostawiła w domu. Każda zresztą czegoś nie dopatrzyła i to dodatkowo je trapi, choć przede wszystkim złości przymusowe towarzystwo w łóżku.
Pacjentki popadną zrazu w sytuacyjny, a potem polityczny konflikt. Walkę toczą zażarcie jak w Sejmie, nastroje falują, emocje dochodzą do stanu wrzenia, wystarczy, że okaże się, że każda z nich czyta inne gazety, a końca walki nie widać, a w szczególności szansy na porozumienie. Wszystko je niemal dzieli, choć obie chcą obejrzeć telewizyjną debatę polityków o aborcji, w której spór toczą ich mężowie.
Joanna Szczepkowska skonstruowała maszynę do odegrania polskiego zapętlenia – dość było posadzić dwie kobiety z przeciwnych obozów politycznych na jednym łóżku (to cała scenografia), aby zawrzało i na scenie ukazała się Polska z jej odwiecznymi sporami, niewygasłymi pretensjami, obolałościami, kompleksami. Świetnie skrojony dialog o polemicznym ostrzu, wyraziście zarysowane osobowości bohaterek, od początku duszna atmosfera nieskrywanej niechęci, i co tu gadać, pojawiająca się z czasem pewna wspólnota interesów, choćby doraźna, w rozmaitych życiowych sprawach – oto prawda o sączącym się konflikcie. Jest śmiesznie i strasznie, a przede wszystkim prawdziwie – to więcej niż satyryczny obraz podzielonej Polski na dwa zwalczające się obozy. Może nawet pewien zastrzyk nadziei.
Tak czy owak, łóżko, czyli Polska uchodzi cało.
Tomasz Miłkowski, https://www.aict.art.pl/2025/01/02/polska-w-jednym-lozku/