Spektakl Jana Klaty doskonale «chwyta» dzisiejszy czas. Wydarzeniom, których jesteśmy świadkami towarzyszą sekwencje filmowe Natana Berkowicza, a na nich figury, pomniki i budynki z epoki Stanisława Augusta i czasów późniejszych, a w kolejnych ujęciach współczesne domy mieszkalne z Ukrainy, przypominające zrujnowaną podczas wojny Warszawę. Bo losy obu naszych narodów wydają się dziś splecione jak nigdy dotąd. Zwłaszcza w dniu premiery, która zbiegła się z dniem ogłoszenia przez prezydenta Trumpa upokarzającej dla Ukrainy propozycji zakończenia wojny”.
Jan Bończa-Szabłowski, „Termopile, czyli historia wzięta na Klatę”, „Rzeczpospolita” / dodatek „Plus Minus”, 28.11.2025
„Klata proponuje interpretację Micińskiego bliższą metafizyce niż politycznej publicystyce. Zamiast karykaturalnych figur i memicznych sytuacji pojawia się misterium rozpadu świadomości narodowej, coś na kształt eschatologicznej medytacji. Spektakl pyta nie o to, czy Polacy są gotowi na wojnę, ale czy wiedzą jeszcze, czym są honor, państwo i pamięć, a także gdzie przebiega granica odpowiedzialności za wspólnotę. […]
TERMOPILE POLSKIE w Narodowym są spektaklem niebezpiecznie współczesnym, nie dlatego, że powtarzają oczywiste aluzje polityczne, lecz dlatego, że pokazują Polskę jako kraj wciąż stojący nad progiem katastrofy, ale już bez złudzeń. Nie jesteśmy już turystami z drinkiem ani naiwnymi dziećmi-powstańcami, ani «małym bohaterem». Jesteśmy widzami agonii, której nie da się zatrzymać, świadkami powolnego zapadania się państwa w siebie. Spektakl podsuwa myśl, że czas się nie powtarza, lecz ukrywa, a historia wraca nie jako klisza, lecz jako ból fantomowy, który nigdy nie został wyleczony. To doświadczenie wymaga od widza introspekcji i odpowiedzialności. […]
Wersja z Teatru Narodowego jest monumentalną halucynacją, fizycznym doświadczeniem muzycznym, procesją widm i pytaniem o to, czy w ogóle potrafimy jeszcze myśleć o Polsce jako o czymś, za co można odpowiadać. To nie jest opowieść o przeszłości, lecz o końcu pewnego sposobu myślenia o polskości. Budynek Teatru Narodowego staje się częścią spektaklu, podkreślając wagę miejsca i czasu, w którym dramat jest wystawiany”.
Wiesław Kowalski, „Wejście w Narodowy: spektakl jako sejsmograf pamięci”, portal „Teatr dla Wszystkich”, 23.11.2025
„W TERMOPILACH POLSKICH Jana Klaty musimy zderzać się z pytaniami ostatecznymi. […]
Premierze TERMOPIL POLSKICH Tadeusza Micińskiego towarzyszy KRAJ(OBRAZ) WOJNY – wystawa Bartłomieja Kiełbowicza w murach Teatru Narodowego, interwencja artystyczna z czytelnymi hasłami odnoszącymi się do trwającej wojny w Ukrainie. A i plakat spektaklu, nawiązujący do plakatu Yoko Ono i Johna Lennona WAR IS OVER, na którym «over» zastąpiono słówkiem «on», jest dostatecznie wymowny. Znowu znaleźliśmy się na zakręcie czasu. Tak jak książę Józef ginący w Elsterze, kiedy Polska znikała z mapy Europy. Tak jak król Stanisław August przysięgający na Konstytucję 3 maja w poczuciu historycznego sukcesu, ale wkrótce przeżywający swoją największą klęskę. […]
Wymowę spektaklu wzmacnia charakterystyczna dla teatru Klaty forma, idealne splecenie obrazu i dźwięku, czytelna w symbolice scenografia śmiało korzystająca z obrazów wideo – zgodnie zresztą z sugestią pisarza, najwyraźniej zafascynowanego filmowym montażem i rozmachem. Starannie przemyślana widowiskowość (ruchome podesty, sceny niemal pantomimiczne, m.in. scena rozbiorów Polski z trzema przenoszonymi z miejsca na miejsce szlabanami) i muzyka na żywo zespołu Gruzja tworzą zharmonizowaną z aktorami i statystami całość pulsującej materii, co chwila wysuwającej na czoło inny element widowiska. Metalowe, wściekłe piosenki Gruzji budują nastrój, nadają mu kierunek, akcentując współczesną wymowę przedstawienia. Czasem wręcz natarczywie, jak w pieśni Aleksandria do wiersza Dominika Gaca, w którym wybrzmiewa cała litania bolesnych miejsc: Verdun, Waterloo, Auschwitz, Charków, Katyń.
Spektakl nie daje odpowiedzi na pytanie o przyszłość, chociaż obraz wschodniego sąsiada jest tu jednoznaczny. Nie tylko scena z carycą Katarzyną, ale także układy króla z kniaziem Patiomkinem nie pozostawiają cienia wątpliwości: oparcie bezpiecznej egzystencji na sojuszu ze Wschodem może przynieść tylko katastrofę.
Jednak nie ta oczywista diagnoza jest jądrem przesłania inscenizacji, która z trudnych doświadczeń historii czyni laboratorium zbiorowej świadomości z jej wzlotami i upadkami, desperackimi czynami i racjonalnym poszukiwaniem drogi w wichrze dziejów. To nie jest teatr publicystyczny albo spektakl z kluczem, w którym historyczne postacie reprezentują dzisiejszych aktorów sceny politycznej. To raczej, jak chciał Miciński, «kamień szlifierski dla dusz w Polsce»”.
Tomasz Miłkowski, „Na rozstaju czasu”, „Przegląd”, 01.12.2025