Henrik, w którego wcielił się Jan Englert prowadzi głównie monolog skierowany do swojego dawnego przyjaciela Konrada – Daniel Olbrychski, próbuje uzyskać odpowiedzi na dręczące go przez cztery dekady pytania. Czy najlepszy przyjaciel chciał go zabić? Czy wiedziała o tym ich wspólna miłość, żona Henrika, Krisztina? A przede wszystkim dlaczego Konrad uciekł, porzucił dotychczasowe życie i przyjaźń, jaka ich łączyła mimo ran jakie zostały zadane.
W istocie zna odpowiedzi na te wszystkie pytania, ale brnie w swym monologu, aby usłyszeć je od swojego przyjaciela. Pamiętnik Krisztiny jest zapieczętowany, mogą go razem przeczytać, ale czy się odważą? Spotkanie po latach miało rozwiać wątpliwości, może być rodzajem pojednania, bo prawdopodobnie jest to też ostatnie ich spotkanie, ale przeszłość jest murem nie do zburzenia. Jest jednak coś więcej, przyjaźń która trwa mimo upływu lat i okrucieństwa losu, kiedy dwóch mężczyzn kocha jedną kobietę. Krisztina ich rozłączyła, ale równocześnie łączyła całe życie. Na łożu śmierci wołała jednak tylko jednego z nich…
Jan Englert i Daniel Olbrychski na jednej scenie, w scenografii (Wojciech Stefaniak) opuszczonego zamku lat czterdziestych, podczas II wojny światowej w unoszącej się tęsknocie za miłością zarówno tą damsko – męską jak i męską, nie mającą jednak nic wspólnego z erotyzmem, co zaznacza już na początku Henrik. Jest to miłość dwóch przyjaciół, którzy wolą być całe życie nieszczęśliwi i samotni niż się skrzywdzić.
„Żar” to nie jest spektakl, to prawdziwy żar sceniczny dwóch aktorów, atmosfera jest nie do opisania, ten żar trzeba poczuć na własnej skórze. Pojawiająca się zaledwie w dwóch scenach starsza niania Henrika, Maja Komorowska wprowadza do sztuki przejmującą nostalgię, robiąc ogromne wrażenie na widzach. W tej roli na zmianę grają Maja Komorowska i Anna Seniuk.
Katarzyna Jakubiak, Dziennik Teatralny, 23 września 2025
Henrik w wykonaniu Englerta to postać budowana językiem dominacji i introspekcji. Reżyser zdaje się eksponować właśnie tę nierównowagę dramaturgiczną – Henrik mówi, Konrad słucha. Ta przewaga słowna nie jest jednak triumfem – przeciwnie, zbudowana jest na potrzebie potwierdzenia sensu przeszłości. Englert konstruuje tę postać jako człowieka zranionego, ale jednocześnie niezdolnego do przebaczenia ani do zapomnienia. Monologi Henrika są rytmiczne, wyważone, pozornie chłodne – ale co jakiś czas pękają i ujawniają emocjonalne spiętrzenia, z którymi bohater nie potrafi sobie poradzić.
Daniel Olbrychski jako Konrad przyjmuje strategię milczenia i obrony własnej tajemnicy. Jego postać nie odpowiada na zarzuty, nie podejmuje gry słownej, ale stawia opór poprzez postawę ciała i spojrzenie. Właśnie w tym „niedopowiedzeniu” ujawnia się kontrapunkt dla rozmowy Henrika – Olbrychski tworzy postać głęboko zamkniętą, ale nie bierną. Jego Konrad reaguje w napięciu wewnętrznym, które nie potrzebuje wielu słów, by wybrzmieć. Czasem wystarcza drobny gest, przesunięcie spojrzenia, skrzyżowanie rąk. To rola słuchacza aktywnego, którego obecność zmusza Henrika do konfrontacji nie tyle z dawnym przyjacielem, ile z samym sobą. Konrad nie jest biernym odbiorcą monologu, lecz równorzędnym uczestnikiem emocjonalnego dialogu, prowadzonego bez słów.
W „Żarze” w Teatrze Polonia nie ma miejsca na teatralne ozdobniki. Całość oparta jest na psychologicznej precyzji, rytmie napięć i kontrapunktach między słowem a milczeniem. To teatr, który wymaga uważności – zarówno od aktora, jak i od widza. I to właśnie ta uważność staje się najważniejszym narzędziem, jakim posługują się twórcy tego przedstawienia.
Wiesław Kowalski, Teatr dla Wszystkich, 23 września 2025
W sporcie istnieje pojęcie “pokazy mistrzów”. W kulturze, w teatrze używa się raczej określenia „warsztaty”, a jednak najnowsza premiera w Teatrze Polonia to mistrzowski pokaz SZTUKI aktorskiej trojga znakomitych artystów: Maja Komorowska, Jan Englert i Daniel Olbrychski to jedni z ostatnich, którzy „poloneza tak wodzą”. Ich aktorstwo w każdym aspekcie jest najwyższej próby. Właściwie to nic dziwnego, ponieważ każda z tych osób wie o aktorstwie wszystko i umie wszystko, a mogą się o tym przekonać widzowie „Żaru” według adaptacji Christopher Hampton powieści Sandora Maraiego, pod tym samym tytułem, delektując się każdą sekundą obecności na scenie, każdego z wymienionej trójki aktorów.Wydawać by się mogło, że jedna strona jest aktywna, a druga pasywna. Że jedna ciągle mówi, a druga tylko słucha. Że nie ma równowagi emocjonalnej między nimi. Nic bardziej błędnego. Mistrzowsko wypowiadane przez Englerta teksty, trafiają do mistrzowsko słuchającego Olbrychskiego. Dla widza to jest rozkosz widzieć (i słuchać) ten aktorski pojedynek. Henrik [Englert] ma temat przepracowany w najdrobniejszych szczegółach, sam zresztą przyznaje się, że nieskończenie wiele razy przeprowadzał już tę rozmowę ćwicząc wszelkie pytania, argumenty i przewidując najróżniejsze odpowiedzi Konrada. Stara się być opanowanym, ponieważ w pierwszej scenie obiecał to Niani [Maja Komorowska]. Ale co innego werbalne obietnice, a co innego gejzery emocji buzujące w nim. To widać i słychać u Englerta. Czasami jednak pęka i wybucha, ale tylko na krótką chwilę. To jest wielka rola.
Krzysztof Stopczyk, Okiem Obserwatora, 23 wrześmnia 2025